Wskrzeszenie nadajnika Brown-Boveri SL61 B3 (odcinek 5)

Wskrzeszenie nadajnika Brown-Boveri SL61 B3 (odcinek 5)



Przełom stycznia i lutego 2019 r. okazał się niezwykle pracowity. Wzbudniki (drivery) wielkiej częstotliwości przeszły wstępne próby wyczyszczenia niektórych ich obszarów (usunięcie brudu, patyna – zresztą nie nieprzewodząca – została). Na jaw wyszły duże różnice między nimi – wzbudnik N1, dostosowywany do pracy z niską mocą (20 kW – testy z nadawaniem z fidera, nominalnie 75 kW), posiada zupełnie inny niż fabryczny układ transformujący impedancję wejściową – zamiast pojedynczego induktora „wyrosły” trzy, wraz ze złożonym układem kondensatorów (tzw. „czekoladek”). Wzbudnik N2 posiada wyposażenie wejściowe fabryczne; posiadał mechanicznie odłączoną linię sygnałową od doprowadzeń do siatek lamp. Zdewastowane rezystory z węglików spiekanych i boczniki prądowe, podłączone do siatek ekranujących (g2) lamp FQS 15-1 w obu urządzeniach naprawiono i uzupełniono. Zdemontowano pozostałości taśm-przewodów żarzenia (nie wyrzucono ich, są zachowane „na wzór”), dodano okablowanie i podłączono cztery – po dwie na wzbudnik – sztuczne lampy. Te niewielkie układy imitują pojemnościowe obciążenie, jakie lampy stanowiły dla wzbudników, wraz z regulowaną (strojoną) imitacją prądu anodowego.

Do tak uzupełnionego wzbudnika N1 podłączono niewielki, testowy generator długofalowy, oparty o cyfrowy przerzutnik – oczywiście po uprzednim zasłonięciu wszystkich otworów w klatce Faradaya. Po ponad 15 latach od formalnego końca RCN Konstantynów, pierwszy człon nadajnika Brown Boveri SL 61 B3 nieśmiało powrócił do życia.

Generator wygenerował ok. 223 kHz (lekko odstroił się). Wzbudnik również lekko się odstroił od 225 kHz (jeden z płaskich kondensatorów pozostaje do wymiany); sztuczne lampy zestrojono na minimalnie różne częstotliwości, by móc usłyszeć je przez zwykłe, długofalowe radio, działające w charakterze prymitywnego (acz bardzo praktycznego – w końcu pracujemy na falach długich w warunkach radiodyfuzyjnych) analizatora widma sygnału – wykorzystano Unitrę DANĘ MOT 726-2. Lampy, pracując oddzielnie na liniach rozwartych, zestroiły się na 227 kHz oraz ok. 222 kHz; każda wytworzyła do 4 dających się zarejestrować harmonicznych. Niektóre z nich brzmiały w głośniku radia AM niczym rozpaczliwe, donośne, „wilcze” wycie… „Ja żyję!…”?

Wzbudnik N2 zostanie uruchomiony w sposób analogiczny, wymaga jednak zlutowania pękniętego przewodu wejściowego ze wstępnego wzmacniacza tranzystorowego w. cz. Oba drivery obecnie nie posiadają podłączonych układów LC na wyjściu z anod i siatek ekranujących lamp – te układy jednak zachowały się w całości i czekają cierpliwie na swoją kolej.

Wyczyszczony i pomierzony został jeden z niemal cudem zachowanych, ciekawszych eksponatów – nastawny kondensator próżniowy firmy Comet (oznaczenie na schemacie: C24), pracujący dawniej w układzie tłumienia trzeciej harmonicznej za stopniem końcowym. Kondensator ma pojemność rzędu nanofaradów, jeden obrót jego gałką (manualnie) przestawia go o 100 pikofaradów. Kondensator jest w stanie przyjąć na siebie moc 1000 kW. Co ciekawe, jego zmodernizowane wersje są do dziś produkowane (firma Comet PCT).

Układ automatyki N1, wyczyszczony i złożony, otrzymał nowy kondensator na jednej z płytek (póki co trafił się tylko jeden popsuty) i przeszedł pierwsze podłączenia do zasilania – podłączenia na pojedynczym kanale napięciowym na raz. Nie wykryto żadnych niepokojących objawów (pobór prądu przez układy cyfrowe jest prawidłowy), jednak, by układ zadziałał (logika zadziałała i poinformowała o tym przez stosowne kontrolki), należy podłączyć go wielokanałowo – cztery źródła napięć o trzech różnych wartościach.

Na warsztat trafił również układ nazwany „AMS nr 2” – tu wprost nieocenioną pomoc w retroinżynierii i zabytkowych komponentach okazał dr inż. Wojciech Kazubski z Zakładu Radiokomunikacji Instytutu Radioelektroniki i Technik Multimedialnych PW. AMS istotnie służył jako układ zastępczy dla pierwszych czterech stopni modulatora – podawał wzmocniony do max. -330 V sygnał m. cz. wprost na siatki lamp BTS 150-2 w stopniu N5 (pozostałe, niższe stopnie lampowe pozostawały wyłączone). Modulator pracował w klasie B (tzw. push-pull), stąd dwa wejścia sygnałowe do układu i dwie płytki – V11 i V12 – do obsługi obu lamp. Niestety, płytki V11 brakuje, jednak jej odtworzenie na podstawie płytki V12 nie stanowi problemu (są one identyczne). Układ otrzymał część nowych kabli wejściowych, nowy transformator firmy Unitra Zatra (początkowo 12 V z dwóch odczepów, później zmieniony na trójodczepowy 15 V) i bezpiecznik o oryginalnej wartości 0,3 A. Przewód zasilający zawarte na płytce V12 stabilizatory jest teraz wyposażony w linię uziemiającą.

AMS-a przetestowano, podając na zasilanie stabilizatorów napięcie sieciowe 230 V~, na przewód dużego napięcia ujemnego napięcie -31 V (maksymalne wtedy możliwe do uzyskania napięcie) i ok. +6,5 V impulsowego sygnału w linii m. cz. Układ posłusznie reaguje na sygnał wejściowy, podając na siatkę BTS-a odpowiednio wzmocnione napięcie. A więc 2 tygodnie po uruchomieniu pierwszego fragmentu w. cz. nadajnika SL 61 B3, „ożył” jego modulator – jego pierwszy fragment.

Jednym z następnych kroków będzie odbudowanie prawie od zera (nie licząc kilku zachowanych, oryginalnych komponentów) prostownika nazwanego w dokumentacji X6, dostarczającego napięcie na siatki BTS-ów w stopniu N5 modulatora (przez „nasz” układ AMS). Prostownik zostanie przystosowany do pracy z sieci 230 V~ (oryginalnie była to sieć trójfazowa 380 V~, na wejściu pracował transformator), umożliwiając pracę nadajnika w „konwencjonalnych” warunkach zasilania i z mniejszą mocą 11 kW.

Lampy sztuczne zbudowano również dla zastąpienia lamp V3, V4, V5 (stopień dużej mocy) i V12 – powoli zbliża się więc pierwsze podejście do stopnia dużej mocy… Równolegle trwają prace nad półprzewodnikowymi, wielokomponentowymi substytutami lamp. Być może już za pewien czas stopień w. cz. „ożeni się” ze stopniem m. cz….